Jestem dietetykiem, ale też mamą i uważam, że edukacja nt. odżywiania najmłodszych jest w naszym kraju bardzo potrzebna. Dzisiaj przyjrzyjmy się popularnemu rogalikowi „7 days”, który jest często wybierany jako małe co nieco do dziecięcych śniadaniówek. A tymczasem… Rogalik „7 days” to wysoko przetworzona słodka przekąska, a nie „prawdziwe pieczywo”. W dodatku zawiera alkohol.

Co znajdziemy w rogaliku „7 days”?
1. Dużo cukru
Jeden rogalik zawiera ponad 10g cukru (ponad 2 łyżeczki).
To prawie połowa dziennego limitu cukru dla dziecka i spora część dla dorosłego.
Powoduje szybki wzrost cukru we krwi i równie szybki spadek → głód, zmęczenie.
2. Tłuszcze niskiej jakości
Zawiera olej palmowy i inne tłuszcze roślinne rafinowane.
3. Mało wartości odżywczych
Prawie brak błonnika, witamin i składników mineralnych.
Dużo „pustych kalorii” – syci na krótko, ale nie odżywia.
4. Długa lista dodatków
Emulgatory, aromaty, stabilizatory, konserwanty.
Same w sobie nie zawsze są „trujące”, ale świadczą o wysokim stopniu przetworzenia.
5. Wysoka kaloryczność
Jeden rogalik to ok. 300 kcal.
Łatwo zjeść go „mimochodem”, bez poczucia sytości.
6. Zawartość alkoholu w składzie
Niby jako substancja konserwująca w znikomych ilościach, ale jednak. Czy alkohol ma zielone światło, by występować w produkcie przeznaczonym dla dzieci?!

Podsumowując
Jeśli raz na jakiś czas zaproponujesz dziecku 7 days’a pewnie nic się nie stanie. Ale pamiętaj, że z uwagi, na swój stopień przetworzenia i użyte substancje, rogalik ten silnie stymuluje łaknienie, co może prowadzić do przekarmiania. Dlatego może lepiej nie kusić, jeśli nie trzeba?
Rogalik „7 days”:
– smaczny i wygodny
– dużo cukru i tłuszczu
– mało wartości odżywczych
– nie nadaje się na codzienne śniadanie
Ocena podsumowująca: ja jestem na NIE! A Wy?
Czytaj także:
Jeśli chcesz być na bieżąco ze zdrową i smaczną dietą, śledź mnie na Facebooku i Instagramie. Tam częściej pojawiają się zdrowe pyszności.