PSEUDO DIETETYK!


UWAGA! UWAGA! UWAGA!

Co jakiś czas dostaję do konsultacji dietę rozpisaną przez innych dietetyków. Ostatnia z nich była na tyle „ciekawa”, że postanowiłam podzielić się z Wami tym dietetycznym cyrkiem! 🙂 Zapraszam!

Oczywiście, najłatwiej byłoby wkleić zdjęcie tego planu żywieniowego, natomiast nie chcę nikogo publicznie ośmieszać. Mam tylko ogromną nadzieję, że ta ułożona przez „specjalistę żywieniowego” dieta, będzie punktem zwrotnym dla wielu innych pacjentów (bo wiem, że niejeden z Was otrzymuje podobne zalecenia) i zwyczajnie zaświeci się u Was czerwona lampka!

Ok, no to zaczynamy!
Plan żywieniowy 7-dniowy, 5 posiłków dziennie o stałych porach, czyli jednym słowem standard.

W każdym z tych pięciu posiłków mamy… UWAGA!!!… oczywiście WĘGLOWODANY! Albo chleb, albo makaron, albo płatki owsiane, albo UWAGA!!!… pieczywo chrupkie Wasa!
Niezły wybór, prawda?

Pozwolę sobie tutaj delikatnie napomknąć, że owa pacjentka wcale nie należała do grona osób aktywnych fizycznie i jej organizm zwyczajnie nie miałby szans przetworzyć tego nadmiaru węgli w energię! Zatem co by powstało? Tłuszczyk 🙂
Nie wspomnę już o tym, że taki nadmiar spożycia węglowodanów to prosta droga do insulinooporności!

Ok, to dopiero początek…
Skupmy się na owocach 🙂 W ciągu tych 7 dni naliczyłam ich aż pięć: jabłko, gruszka, kiwi, grejpfrut i mrożone maliny.
Mniej więcej tyle owoców składa się na mój JEDEN owocowy koktajl… a tutaj udało się je rozłożyć aż na cały tydzień. Zdumiewające, prawda?!
Aaaaaa i żeby było jasne, to było 5 sztuk owoców, a nie 5 rodzajów owoców!

Przejdźmy do warzyw
Mamy ogórka, pomidora, sałatę, rzodkiewkę i tarte buraczki. Oszałamiająca różnorodność jak na tygodniowy jadłospis, prawda?
Nie myśl sobie, że te warzywa wystąpiły w formie sałatki. Nie, nie, nie! Otóż, był to pojedynczy dodatek do kanapki. Wyglądało to mniej więcej tak: kanapka z szynką i dwa plasterki pomidora, lub kanapka z białym serem i dwie rzodkiewki.
Dramat!!!

Zabawa się dopiero zaczyna…
Szanowna pani dietetyk zaproponowała bowiem swojej pacjentce UWAGA!!!… jogurt owocowy Jogobella! Dla tych mniej świadomych osób wklejam skład takiego produktu i wszystko będzie (a przynajmniej powinno być) jasne!

jogobella

 

Ale to nie koniec!
Kolejnym „ekstra” produktem, który znalazł się na rozpisce diety był UWAGA!!!… budyń waniliowy Słodka Chwila!
W zasadzie można napisać, że pozwolono pacjentce bezkarnie wciskać w siebie chemię! Sami zerknijcie na skład tego shitu!

budyn

 

Ceniona pani dietetyk pokusiła się także o zaproponowanie swojej klientce kanapki z dżemem truskawkowym! No bo cóż złego jest w zapisaniu takiego wysokoprzetworzonego, słodkiego produktu? Przecież każdy mądry dietetyk powinien przede wszystkim uczyć swoich podopiecznych zdrowych nawyków żywieniowych, prawda?
Mam nadzieję, że wyczuwacie tutaj ironię?!
Wklejam skład takiego dżemiku, żeby nie było… 😉

dzem

Chcecie poznać obiadowy hit tego jadłospisu? Ależ proszę bardzo!
Jest to danie chińskie, takie wiecie, szybkie, proste, z paczki… taka zamknięta w opakowaniu, a później trafiająca do Twojego organizmu chińska chemia! Smacznego…

chinskie
Wiem, że to wszystko to jeden wielki dramat, ale zdecydowanie moim faworytem był UWAGA!!!… paprykarz szczeciński!
Domyślam się, że pani dietetyk chciała w ten sposób dostarczyć cennych kwasów omega-3, których świetnym źródłem są ryby… zapomniała jednak, że nie chodzi tutaj o takie „ryby” zamknięte w puszce.

paprykarz
Dramat, prawda?

Ale wiecie co? W zasadzie to zastanawiam się, czy porażką w tym momencie jest ta pani dietetyk, czy jednak całe grono naiwnych ludzi korzystających z jej usług?

W sumie, to nawet specjalnie nie dziwi mnie fakt, że w Polsce jest tak wielu pseudo specjalistów żywieniowych. No bo jakim cudem mamy mieć mądrych dietetyków, skoro na uczelniach wyższych nadal wpajana jest zasada liczenia kalorii, a w bazie produktów uczelnianych programów do układania diet znajdziemy gotowe budynie, kisiele, chipsy, batony itd…
I później przychodzi sobie do takiego dietetyka osoba chcąca schudnąć. A ten co robi? Oblicza PPM (podstawową przemianę materii), zwiększa o PAL, czyli współczynnik aktywności fizycznej, dzięki czemu uzyska CPM, czyli całkowitą przemianę materii, a następnie odejmie od całości jakieś 300-500 kcal i na tej podstawie stworzy „cudnie” rozpisany tygodniowy jadłospis… i nie ważne, z czego będzie się on składał, ważne, że ilość kalorii będzie pod kontrolą.
Śmieszne, prawda?
A teraz apeluję do Twojej inteligencji mój drogi czytelniku!
Pomyśl! Czy jeśli zaproponuję Ci zjedzenie tylko 5 batonów Mars jednego dnia (czyli jakieś 1000 kcal), przy czym Twoje zapotrzebowanie energetyczne wynosi 1500 kcal (czyli otrzymasz mniej kcal niż potrzebujesz więc teoretycznie powinieneś schudnąć), to czy moja propozycja będzie dla Twojego organizmu zdrowa, odżywcza i dostarczy Ci niezbędnych witamin? Oczywiście, że nie!
Co prawda jadłospis zaproponowany przez „mądrą” panią dietetyk nie składał się z batonów, ale jego wartość odżywcza (podkreślam! odżywcza, a nie energetyczna) była całkiem zbliżona!
Mam nadzieję, że z Twoją inteligencją jest wszystko ok i już wyczuwasz, że kalorie to jedna wielka ściema!
A teraz kochani, błagam! Jeśli na swojej drodze mieliście do czynienia z pseudo dietetykiem traktującym Was jak szukane X, które wystarczy podstawić do śmiesznych, matematycznych wzorów, to grzecznie (albo i niegrzecznie) podziękujcie mu za dalszą współpracę i szukajcie prawdziwych dietetyków!

Zrozumcie! Nasz organizm to tak naprawdę małe laboratorium, w którym każdego dnia zachodzą przeróżne reakcje. Nie da się tak po prostu ustalić pewnej ilości kcal, dzięki której uzyskamy pożądany efekt i absolutnie nie można dopuścić do tego, aby nasz jadłospis był tak ubogi w warzywa i owoce! One powinny stanowić podstawę naszej diety, a nie dodatek! Dlatego przykładowo, zamiast zjeść kanapkę z dodatkiem pomidora, zjedz sałatkę warzywną z ewentualnym dodatkiem kromki chleba.

Szczerze mówiąc mam nadzieję, że ten wpis trafi do wielu „ekspertów żywieniowych” i da im do myślenia jak bardzo krzywdzą swoich podopiecznych.

To tyle na dziś,
jestem szczerze oburzona całą tą sytuacją bo wiem, że to nie jest odosobniony przypadek, niestety!

 

Pozdrawiam,
Natalia 😉

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *